niedziela, 8 lutego 2009

thaipusam

Dotarlismy wczoraj do serca Malezji tetniacego kolorami teczy i zapachami kadzidel. Pomieszkujemy u muzulmanskiej rodziny, czasem na kanapie, czasem w namiocie. Wszystko zalezy od tego ile osob z rodziny aktualnie odwiedza posiadlosc i ilu couchsurfurow przyjechalo do Kuala Lumpur. Atmosfera bardzo rodzinna jak zwykle podczas rajdu po kanapach i duzo ciekawych historii przekazywanych w formie ustnej :)

Dzis udalo nam sie wziasc udzial w wielkim hinduskim swiecie - Thaipusam. Nie rozumiemy zbyt doglebnie idei tego przedsiewziecia, ale jak to ze swietami u Hindusow bywa chodzi mniej wiecej o oczyszczenie, dojscie do boga przez nieustajace pasmo cierpien i zlozenie paru ofiar. Bylo bardzo kolorowo, wszedzie palily sie kadzidla, mlodzi muzycy grali na bebnach a my powolutku posuwalismy sie do przodu w ok 2 kilometrowej procesji do swiatyni znajdujacej sie w jaskini na skalach. Niby taka normalna pielgrzymka, gdyby nie odurzeni mezczyzni w narkotycznym transie posuwajacy sie przez srodek procesji z hakami wbitymi w plecy. Do hakow przytwierdzone byly miedziane lancuchy pociagane przez starszyzne. Gdzieniegdzie tanczyly dzieci z miniaturowymi makietami swiatyn na glowie i innymi konstrukcjami przytwierdzonymi do ciala.

0 komentarze: