Po około dwudziestu rozmowach telefonicznych, kilkunastokrotnym wysłuchaniu piosenki airberlin opiewającej możliwości niesamowitych samolotów, które szybują przez niebieskie przestworza, aby dowieźć swoich pasażerów do tak dalekich zakątków świata, jak Afryka Południowa (kto by pomyślał?!), udało nam się darmowo przebukować bilety na 8 grudnia. Z małą zmianą kierunku - lecimy na Phuket. A Tymczasem w Bangkoku Ola była na tajskim masażu, a Gazeta Wyborcza donosi:
... lotniska były nadal zamknięte, a terminale okupowali manifestanci ubrani na żółto, w kolorze monarchii, z portretami pary królewskiej. Panowała tam atmosfera festiwalu, krążyli sprzedawcy napoi i przekąsek.
Możemy tylko żałować, że nie ma nas na Suvarnabhumi, gdzie uśmiechnięte działaczki PAD-u wręczają turystom kanapki recytując radośnie:
"The protest is not aimed at tourists. We are a smile country".
Podczas gdy Ludowy Sojusz na Rzecz Demokracji próbuje pozbawić prosty, i jak twierdzą, ciemny lud prawa do głosu, my słuchamy w Warszawie muzyki płynącej z Youtube, mając na uwadze, że gdy dwa lata temu na portalu zamieszczone zostały materiały szkalujące dobre imię króla Tajlandii, Youtube został zablokowany w całym kraju. Mamy nadzieję, że nie jest to nasza ostatnia szansa nacieszenia się wolnością słowa, oraz wolnością do bezpłatnego oglądania videomateriałów... :)
Co ciekawe, PAD chce nie tylko obalić premiera, ale również zamienić demokrację na dyktaturę. Ot, wolność im chyba nie służy...
Mimo wszystkich niedogodności i napotkanych przeszkód, wciąż żyjemy nadzieją, że uda nam się dotrzeć do uśmiechniętego kraju :)
P.S.
Śledząc na bieżąco media z Polski i świata, doszliśmy do smutnej konkluzji, że jesteśmy zaściankiem jakich mało, choć wiele osób o tym głośno mówi (ale ich się raczej nie słucha...). Wchodzimy na wp, onet, wyborczą, a tam na czołówce w kółko Kaczyński, Wałęsa, IPN, że były oficer SB nie żyje, a inny ma za wysoką emeryturę. Dzisiaj na szczęście dla odmiany wrzucili Zbyszka Ziobro, żeby nie było monotonnie. A na świecie dzieje się tyle ciekawych rzeczy, o których nie mamy zielonego pojęcia, bo po prostu się o tym nie pisze. A jak się pisze, to tylko wtedy, gdy wybuchają bomby, giną ludzie, i publikuje w takim miejscu, żeby było jak najtrudniej znaleźć.
sobota, 29 listopada 2008
piątek, 28 listopada 2008
Como estas?
Nie sądziliśmy, że w tak krótkim czasie uda nam się odbyć podróż dookoła świata. Byliśmy już w Nepalu, Chinach, Malezji, Australii, Nowej Zelandii, Stambule, na Bałkanach, Kubie. Popijaliśmy słodkie drinki opalając się przy słoneczku gadu-gadu. Próbowaliśmy nawet szukać tanich lotów kompilując w google takie hasła, jak: "last minute buszujący w zbożu" czy "last minute muminki". Jak się okazało, google ani żadne biuro podróży, nie ma zbyt wiele do zaoferowania w tym temacie.
Jedyne co wiemy, to że przynajmniej 5 dni ma zająć tajskiemu rządowi ewakuacja koczujących na Savarnabhumi i Don Muang turystów. Zatem nie zapowiada się, abyśmy znaleźli się tam wnajbliższym czasie.
A i wiemy jeszcze jedno: porzucamy wszelkie planowanie. Właściwie to zastanawiamy się, dlaczego od samego początku nie kierowaliśmy się zasadą, że najlepszym planem jest brak jakichkolwiek planów. W poniedziałek odbieramy pieniądze za bilety do Bangkoku i kupujemy one way ticket w dowolne miejsce na świecie.
Jedyne co wiemy, to że przynajmniej 5 dni ma zająć tajskiemu rządowi ewakuacja koczujących na Savarnabhumi i Don Muang turystów. Zatem nie zapowiada się, abyśmy znaleźli się tam wnajbliższym czasie.
A i wiemy jeszcze jedno: porzucamy wszelkie planowanie. Właściwie to zastanawiamy się, dlaczego od samego początku nie kierowaliśmy się zasadą, że najlepszym planem jest brak jakichkolwiek planów. W poniedziałek odbieramy pieniądze za bilety do Bangkoku i kupujemy one way ticket w dowolne miejsce na świecie.
czwartek, 27 listopada 2008
To wina systemu jest...
Jak śpiewali Starzy Singers: "To wina systemu jest!"...
Straciliśmy już rachubę, ile razy padło dziś słowo system. Fakt, że lotnisko w Bangkoku jest nadal zamknięte nie zmylił systemu, w którym wszystkie rejsy do Tajlandii widniały czarno na białym. Wycofanie wszystkich lotów przez niemieckie linie LTU również nie zmyliło miłych pań z LOT-u, które w systemie przecież żadnej zmiany nie WIDZĄ. A jak nie widzą, tzn. że jej nie ma i można lecieć.
Systemu jednak przechytrzyć się nie dało, a on nie przechytrzył antyrządowych manifestantów w Bangkoku. Jesteśmy nadal w Warszawie i czekamy, aż lotnisko znowu będzie otwarte, a turyści zaczną wylewać się przez drzwi obrotowe na wszystkich terminalach.
Z informacji jakie mamy od Oli, która nie bieżąco wysyła esemesy z Bangkoku, gdzie wylądowała w poniedziałek, na lotnisku cały czas toczą sie rozmowy i być może lada chwila sytuacja zostanie rozwiązana. Przynajmniej taką mamy nadzieję.
Trzymajcie kciuki!
Straciliśmy już rachubę, ile razy padło dziś słowo system. Fakt, że lotnisko w Bangkoku jest nadal zamknięte nie zmylił systemu, w którym wszystkie rejsy do Tajlandii widniały czarno na białym. Wycofanie wszystkich lotów przez niemieckie linie LTU również nie zmyliło miłych pań z LOT-u, które w systemie przecież żadnej zmiany nie WIDZĄ. A jak nie widzą, tzn. że jej nie ma i można lecieć.
Systemu jednak przechytrzyć się nie dało, a on nie przechytrzył antyrządowych manifestantów w Bangkoku. Jesteśmy nadal w Warszawie i czekamy, aż lotnisko znowu będzie otwarte, a turyści zaczną wylewać się przez drzwi obrotowe na wszystkich terminalach.
Z informacji jakie mamy od Oli, która nie bieżąco wysyła esemesy z Bangkoku, gdzie wylądowała w poniedziałek, na lotnisku cały czas toczą sie rozmowy i być może lada chwila sytuacja zostanie rozwiązana. Przynajmniej taką mamy nadzieję.
Trzymajcie kciuki!
środa, 26 listopada 2008
na walizkach
Siedzimy już na walizkach, dolary wpłacone na konto walutowe, jutro na lotnisko... Najprawdopodobniej wycieczka zatrzyma się w Monachium. No cóż ... Siła wyższa!! W tym wypadku są to ubrani na żółto Tajowie z Ludowego Sojuszu na Rzecz Demokracji okupujący lotnisko w Bangkoku. Brak porozumienia z premierem doprowadził do zatrzymania wszystkich lotów, uwięzienia kilku tysięcy turystów na Suvarnabhumi i zamieszek wśród antagonistycznych obozów. W umysłach opinii publicznej (jak zazwyczaj w takich sytuacjach) wizualizują się zapewne krwawe zatarczki pomiędzy protestującym ludem a rządem. Jednak z relacji znajomych, którzy są na miejscu wynika, że życie poza lotniskiem biegnie własnymi torami i nikt nie przejmuje sie losem zwolenników demokracji, którzy w ramach protestu warują na termninalu. Dzisiejszy Bangkok Post zamieścił zdjęcia z lotniska, na którym tłum manifestantów po prostu siedzi na ziemi i czeka... Z kolei premier oświadczył, że został wybrany w demokratycznych wyborach i nie zamierza ustąpić. Zatem sytuacja jest patowa. Ogladając zdjęcia z lotniska, mamy pewne obawy, że zwolennicy PAD mogą jeszcze jakiś czas tak sobie siedzieć... A sytuacja jest patowa, bo ani jedni ani drudzy nie mają zamiaru ustąpić. Ale Bangkok Post donosi również, że manifestanci rozdają turystom kanapki w pakiecie z ulotkami przedstawiającymi ich postulaty w języku angielskim. Jeśli wpuszczą nas na lotnisko, to przynajmniej nie będziemy chodzić głodni!! :)
Mimo wiatru w oczy i kłód pod nogami, nie załamujemy się!! Spokojnie dolecimy do Monachium, a tam zdecydujemy (lub zrobi to za nas ktoś inny) czy lecimy do Tajlandii, zwiedzamy Monachium czy może zmieniamy kierunek na przyjaźniejszy turystom region. Może Malezja? Tymczasem: Przygodo trwaaaaaaaaaaj...
poniedziałek, 24 listopada 2008
sobota, 22 listopada 2008
mamy wizy
To co dzieje się za oknem, nie napawa optymizmem. Zapewne przeskok ze śnieżnej zimy w lejący się z nieba żar nie będzie należał do najprzyjemniejszych...
Powoli już pakujemy się. Kilka dni temu wyrobiliśmy wizy do Tajlandii. Właściwie, była to zwykła formalność. Wystarczyło złożyć podanie wraz ze zdjęciami i przyjść za dwa dni. Mamy dwa miesiące na wojaże po Tajlandii :)
Oprócz tego, śledzimy na bieżąco doniesienia z Tajlandii. A dzieje się tam sporo. W rządzie kryzys, manifestanci z PAD (Stowarzyszenie Ludowe Dla Demokracji) zajęli budynek parlamentu wyrzucając premiera i całą jego świtę. Premier uznał to za znak, że trzeba postawić nowy budynek, żeby mieli gdzie rządzić... Z kolei na granicy z Kambodżą kilka tygodni temu wyleciało w powietrze dwóch tajskich żołnierzy. Tereny te do niedawna były zaminowane, a miny pochodziły jeszcze z czasów Khmerskich. Sytuacja więc mogłaby być uznana za przypadek, gdyby nie to, że mina na którą nadepnęli Tajowie pochodziła z 2008 roku. Na domiar złego, chodzą słuchy, że była produkcji rosyjskiej. Tak przynajmniej opisywał mi w mailu Panuwat, który mieszka 30 km od Pravihan, prowincji o którą toczy się spór już od dłuższego czasu i twierdzi, że zdarza mu się słyszeć czasami wystrzały...
5 grudnia urodziny świętować będzie król (od 1946 roku!) Tajlandii Bhumibol Adulyadej. A my razem z nim :) . Ponoć w głównych wieczornych obchodach uczestniczą tłumy i jest bardzo kolorowo. Trzeba będzie to sprawdzić...
Powoli już pakujemy się. Kilka dni temu wyrobiliśmy wizy do Tajlandii. Właściwie, była to zwykła formalność. Wystarczyło złożyć podanie wraz ze zdjęciami i przyjść za dwa dni. Mamy dwa miesiące na wojaże po Tajlandii :)
Oprócz tego, śledzimy na bieżąco doniesienia z Tajlandii. A dzieje się tam sporo. W rządzie kryzys, manifestanci z PAD (Stowarzyszenie Ludowe Dla Demokracji) zajęli budynek parlamentu wyrzucając premiera i całą jego świtę. Premier uznał to za znak, że trzeba postawić nowy budynek, żeby mieli gdzie rządzić... Z kolei na granicy z Kambodżą kilka tygodni temu wyleciało w powietrze dwóch tajskich żołnierzy. Tereny te do niedawna były zaminowane, a miny pochodziły jeszcze z czasów Khmerskich. Sytuacja więc mogłaby być uznana za przypadek, gdyby nie to, że mina na którą nadepnęli Tajowie pochodziła z 2008 roku. Na domiar złego, chodzą słuchy, że była produkcji rosyjskiej. Tak przynajmniej opisywał mi w mailu Panuwat, który mieszka 30 km od Pravihan, prowincji o którą toczy się spór już od dłuższego czasu i twierdzi, że zdarza mu się słyszeć czasami wystrzały...
5 grudnia urodziny świętować będzie król (od 1946 roku!) Tajlandii Bhumibol Adulyadej. A my razem z nim :) . Ponoć w głównych wieczornych obchodach uczestniczą tłumy i jest bardzo kolorowo. Trzeba będzie to sprawdzić...
niedziela, 16 listopada 2008
wacky tabacky
Eeee... tam! Nazwa bloga jest starannie przemyślaną sprawą zainspirowaną utworem Wacky tabacky zasłyszanym w weedsach :>
Dla ciekawskich link z utworem ;)
Dla ciekawskich link z utworem ;)
sobota, 15 listopada 2008
jedziemy...
No to jedziemy... Startujemy za kilka dni, 27 listopada, ale już teraz jest radość. Koniec korporacyjnych kanapek, korporacyjnych uśmiechów przez zęby, korporacyjnych maili...
Plan jest taki, że lądujemy w Bangkoku dzień później i że będziemy pisać bloga. Na tym nasz plan się kończy hehe. A i wiemy jeszcze, że chcemy dotrzeć do Australii za kilka miesięcy. Co po drodze? Zobaczymy na miejscu.
Acha! Nie pytajcie, co znaczy nazwa naszego bloga... jak to Pogo skwitowała 'głupszej nazwy nie mogliśmy wymyśleć', ale przynajmniej fajnie brzmi i wygląda :)
Plan jest taki, że lądujemy w Bangkoku dzień później i że będziemy pisać bloga. Na tym nasz plan się kończy hehe. A i wiemy jeszcze, że chcemy dotrzeć do Australii za kilka miesięcy. Co po drodze? Zobaczymy na miejscu.
Acha! Nie pytajcie, co znaczy nazwa naszego bloga... jak to Pogo skwitowała 'głupszej nazwy nie mogliśmy wymyśleć', ale przynajmniej fajnie brzmi i wygląda :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)