Po pieciu dniach podrozy przez australijskie pustkowia z piaskiem zgrzytajacym pomiedzy zebami, gdzie powietrze bylo tak gorace, ze wystawiajac glowy przez okno, mielismy wrazenie ze zagladamy do rozgrzanego piekarnika, prysznic byl luksusem, a stacje benzynowe posrodku NICZEGO wygladaly jak na filmach, w ktorych rzadza pewne siebie wiekowe kobiety, ktore tylko z wygladu przypominaja plec piekna, bo jakby trzeba bylo, to zapewne bez wahania podeszly by do stolu, przy ktorym siedzi 10 podchmielonych stukilowych kierowcow, walnely piescia w stol i zaklely: "jak tak dluzej bedziecie drzec te zarosneite mordy, to wypieprze was na zbity pysk, i nigdy wiecej wasze brudne dupska nie usiada na tych krzeslach". Ot, taki folklor. Zreszta, porzadek musi byc.
Oprocz drastycznych opisow Ola, warto wspomniec ze podrozowalismy w wanie naszego sasiada z Niemiec, ktory byl bardzo pomocnym kompanem. Jak to spiewal Kazik: nie dla mnie przyjazn polsko-niemiecka...nam nawet wyszlo ;)
W Adelaidzie probujemy po raz kolejny znalezc jakas prace, ale powoli dochodizmy do wniosku, ze moze to byc trudniejsze niz bardzo trudne. Pogo chce zrobic ze mnie prawdziwego farmera, ktory bedzie opiekowal sie 6000 bykow na farmie w srodku pustyni pod Alice Springs. Kto wie, byc moze to moja przyszlosc... Poki co, nie mam pojecia co moglbym robic z taka iloscia nowych przyjaciol, z moja pamiecia chyba musialbym kupic spory notes, zeby zapisac imiona wszystkich bykow... zeby na samym wstepie sie na mnie nie obrazily...
jest tez jeszcze kilka innych opcji, jak np. liczenie Wombatow lub kangurow, wszystko wyjasni sie jutro.
a ze male szanse iz Olo ogarnie byki to chyba zostaje nam wolontariat :)
2 komentarze:
...śpiewał Maleńczuk :P
dobra dobra, koniec konców to się okaże że tylko wykonywał rozkazy
Prześlij komentarz