Sihanoukville troche przypomina nam Polski Baltyk, z wyjatkiem liczby knajp na plazy, gdzie codziennie wieczorem zagluszaja sie nawzajem roznymi zachodnimi przebojami. Czyli jak mawiaja Azjaci - same same, but different.
Po plazy przechadzaja sie dziewczyny - kosmetyczki, ktore oferuja manicure i depilacje. I znowu, niby kosmetyczka, niby wszystko tak samo jak u nas, ale zupelnie inaczej. Bo dziewczyny depiluja nogi zwykla nitka, co na pierwszy rzut wyglada dosyc smiesznie... Bo laseczka obkreca sobie wokol palcow kawalek nitki i wyciaga nia wloski z nogi, i to nie byle jak, bo wystajacego na milimetr wloska wydziera z cala cebulka! Tego by nawet Adam Slodowy nie wymyslil...Juz wiemy, na czym Pogo bedzie oszczedzac...
A i po kilku dniach na Pogo nogach nadal nie pojawia sie nic...
Od wczoraj jestesmy w Phnom Pehn, gdzie spimy u Davida, ktory prowadzi pub Revolution. Po raz pierwszy legalnie mozemy przybic gwozdzia, nie martwiac sie, ze barman nas wyrzuci. Spimy na knajpianej czerwonej sofie, majac nad sobac caly bar z alkoholami z wszystkich stron swiata. Wczoraj nawet buszujac wzrokiem po polce, dostrzeglismy mala buteleczke polskiego Krupniku. Okazalo sie, ze David dostal go od polskich couchsurfurow, ktorych goscil jakis czas temu. No i nie musze dodawac, ze to byl najlepszy moment, zeby go wypic... :)
A wczesniej, w Siam Reap poddalismy sie degustacji robaczkow. Zjadalne.
4 komentarze:
Myślałam, że temat posta inspirowany słynnym wierszem "ona go kocha, on ją też...ona ma z nim dziecko, a on ucieka" ;) pozdro robakożercy!
motyw nitki wprowadził mnie w zen.
dobrze...
no, fajnie, do chyłki to zawsze, a do koleżanki haber to już nie napiszesz, jak można w czasach kryzysu zaoszczędzić... pozdrówka!
Prześlij komentarz