wtorek, 3 lutego 2009

on ja kocha, ona kocha innego...

Bylismy przez kilka dni w Sihanoukville, na zachodnim wybrzezu Kambodzy, jakies 5 godzin autobusem z Phnom Penh, z lecacym w kolko dvd z kambodzanskim karaoke. Wszystkie kawalki takie same: on kocha ja, ona kocha innego, egzystencjalny bol i zlamane serce. Oczywisice, karaoke leci w nic nie mowiacym nam alfabecie khmerskim, ale ponucic zawsze mozna...

Sihanoukville troche przypomina nam Polski Baltyk, z wyjatkiem liczby knajp na plazy, gdzie codziennie wieczorem zagluszaja sie nawzajem roznymi zachodnimi przebojami. Czyli jak mawiaja Azjaci - same same, but different.
Po plazy przechadzaja sie dziewczyny - kosmetyczki, ktore oferuja manicure i depilacje. I znowu, niby kosmetyczka, niby wszystko tak samo jak u nas, ale zupelnie inaczej. Bo dziewczyny depiluja nogi zwykla nitka, co na pierwszy rzut wyglada dosyc smiesznie... Bo laseczka obkreca sobie wokol palcow kawalek nitki i wyciaga nia wloski z nogi, i to nie byle jak, bo wystajacego na milimetr wloska wydziera z cala cebulka! Tego by nawet Adam Slodowy nie wymyslil...Juz wiemy, na czym Pogo bedzie oszczedzac...

A i po kilku dniach na Pogo nogach nadal nie pojawia sie nic...

Od wczoraj jestesmy w Phnom Pehn, gdzie spimy u Davida, ktory prowadzi pub Revolution. Po raz pierwszy legalnie mozemy przybic gwozdzia, nie martwiac sie, ze barman nas wyrzuci. Spimy na knajpianej czerwonej sofie, majac nad sobac caly bar z alkoholami z wszystkich stron swiata. Wczoraj nawet buszujac wzrokiem po polce, dostrzeglismy mala buteleczke polskiego Krupniku. Okazalo sie, ze David dostal go od polskich couchsurfurow, ktorych goscil jakis czas temu. No i nie musze dodawac, ze to byl najlepszy moment, zeby go wypic... :)

A wczesniej, w Siam Reap poddalismy sie degustacji robaczkow. Zjadalne.



4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Myślałam, że temat posta inspirowany słynnym wierszem "ona go kocha, on ją też...ona ma z nim dziecko, a on ucieka" ;) pozdro robakożercy!

Anonimowy pisze...

motyw nitki wprowadził mnie w zen.

Anonimowy pisze...

dobrze...

Anonimowy pisze...

no, fajnie, do chyłki to zawsze, a do koleżanki haber to już nie napiszesz, jak można w czasach kryzysu zaoszczędzić... pozdrówka!