niedziela, 28 grudnia 2008

w oparach...okolicznych wiosek

Jestesmy jeszcze w Chiang Mai i odpoczywamy przed jutrzejsza podroza na polnoc. Przedwczoraj wyskoczylismy na jeden dzien do Chiang Dao. 1 dzien to zdecydowanie za krotko na ten rejon, ale nasi gospodarze wyjezdzali do Laosu i trzeba bylo wracac po rzeczy. Chiang Dao lezy w gorach a krajobrazy po drodze powoduja niepochamowany wytrzeszcz oczu. Nocowalismy w bambusowej chacie z hamakiem na ganku w centrum niczego. Splynela na nas istota zen i nie chcialo sie wracac. Zwiedzilismy jeszcze okoliczne jaskinie, a w drodze powrotnej przejechalismy na motorku przez okoliczne wioski pachnace opium, gdzie sielanka nigdy sie nie konczy, a tubylcy wioda spokojny zywot z dala od cywilizacji. Domy najczesciej sa pozbijane z drewna, jedynie kilka jest murowanych, ale przy obowiazkowo stoi ogromna antena satelitarna.

A wracajac do Chiang Mai, zobaczylismy przy drodze kilka sloni, wiec zjechalismy mala sciezka do zwierzakow, gdzie z pobliskiej chatki wyskoczyl mlody Taj i od razu nas zaprowadzil wzial ze soba, po czym zarzucil nam trabe slonia na szyje i powiedzial, ze mozemy sobie strzelic fotke. No to ok! Myslelismy, ze to koniec, po czym wytarl trabe slonia o swoja koszulke i zaczal krzyczec "kiss! kiss!". No coz... niepredko chyba przytrafi nam sie calowac ze sloniem... Bylo calkiem przyjemnie, choc to chyba nie to... Dopiero wyjezdzajac z farmy zauwazylismy napis: Danger! Keep out!

Juz nieco pozniej okazalo sie, ze jednodniowa wycieczka na farme sloni kosztujke ok 3,500 Bht. Organizowane sa rowniez wycieczki do osrodkow gdzie slonie zagluja i robia inne cyrkowe sztuczki, ale jest to nastepny przyklad na to jak Tajowie sciagaja pieniadze z turystow kosztem dzikich zwierzat. Z Chiang Mai mozna wrocic do domu ze zdjeciami, na ktorych wyraznie widac ze obejmuja nas dzikie tygrysy. Nikt nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, ze zwierzeta sa nieustannie narkotyzowane, aby nie zagryzc odwiedzajacych.

Tak wiec ominelismy wycieczki z cyklu w krolestwie nacpanych czworonogow i przyjrzelismy sie z bliska Tajskim sloniom;)












1 komentarz:

Anonimowy pisze...

tak tak, Olszan w Chiang Mai całuje słonie, a do jeleni w Polsce sie nie przyznaje:P hepi nju jer, trawelers;)