czwartek, 27 listopada 2008

To wina systemu jest...

Jak śpiewali Starzy Singers: "To wina systemu jest!"...

Straciliśmy już rachubę, ile razy padło dziś słowo system. Fakt, że lotnisko w Bangkoku jest nadal zamknięte nie zmylił systemu, w którym wszystkie rejsy do Tajlandii widniały czarno na białym. Wycofanie wszystkich lotów przez niemieckie linie LTU również nie zmyliło miłych pań z LOT-u, które w systemie przecież żadnej zmiany nie WIDZĄ. A jak nie widzą, tzn. że jej nie ma i można lecieć.
Systemu jednak przechytrzyć się nie dało, a on nie przechytrzył antyrządowych manifestantów w Bangkoku. Jesteśmy nadal w Warszawie i czekamy, aż lotnisko znowu będzie otwarte, a turyści zaczną wylewać się przez drzwi obrotowe na wszystkich terminalach.
Z informacji jakie mamy od Oli, która nie bieżąco wysyła esemesy z Bangkoku, gdzie wylądowała w poniedziałek, na lotnisku cały czas toczą sie rozmowy i być może lada chwila sytuacja zostanie rozwiązana. Przynajmniej taką mamy nadzieję.
Trzymajcie kciuki!

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

A ja widzę że się całkiem nieźle bawisz w Bangkoku Olo :)
http://img211.imageshack.us/my.php?image=ttteg3.jpg

Kuba...

Unknown pisze...

Trzymamy trzymamy!!!!!

Anonimowy pisze...

Nie macie szczęścia, dramatyczny pech.

Anonimowy pisze...

sie ciesz, ze taliby po drodze nie czekają... :D