środa, 26 listopada 2008

na walizkach

Siedzimy już na walizkach, dolary wpłacone na konto walutowe, jutro na lotnisko... Najprawdopodobniej wycieczka zatrzyma się w Monachium. No cóż ... Siła wyższa!! W tym wypadku są to ubrani na żółto Tajowie z Ludowego Sojuszu na Rzecz Demokracji okupujący lotnisko w Bangkoku. Brak porozumienia z premierem doprowadził do zatrzymania wszystkich lotów, uwięzienia kilku tysięcy turystów na Suvarnabhumi i zamieszek wśród antagonistycznych obozów. W umysłach opinii publicznej (jak zazwyczaj w takich sytuacjach) wizualizują się zapewne krwawe zatarczki pomiędzy protestującym ludem a rządem. Jednak z relacji znajomych, którzy są na miejscu wynika, że życie poza lotniskiem biegnie własnymi torami i nikt nie przejmuje sie losem zwolenników demokracji, którzy w ramach protestu warują na termninalu. Dzisiejszy Bangkok Post zamieścił zdjęcia z lotniska, na którym tłum manifestantów po prostu siedzi na ziemi i czeka... Z kolei premier oświadczył, że został wybrany w demokratycznych wyborach i nie zamierza ustąpić. Zatem sytuacja jest patowa. Ogladając zdjęcia z lotniska, mamy pewne obawy, że zwolennicy PAD mogą jeszcze jakiś czas tak sobie siedzieć... A sytuacja jest patowa, bo ani jedni ani drudzy nie mają zamiaru ustąpić. Ale Bangkok Post donosi również, że manifestanci rozdają turystom kanapki w pakiecie z ulotkami przedstawiającymi ich postulaty w języku angielskim. Jeśli wpuszczą nas na lotnisko, to przynajmniej nie będziemy chodzić głodni!! :)

Mimo wiatru w oczy i kłód pod nogami, nie załamujemy się!! Spokojnie dolecimy do Monachium, a tam zdecydujemy (lub zrobi to za nas ktoś inny) czy lecimy do Tajlandii, zwiedzamy Monachium czy może zmieniamy kierunek na przyjaźniejszy turystom region. Może Malezja? Tymczasem: Przygodo trwaaaaaaaaaaj...

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

No ja jestem w bardzo podobnej sytuacji. Tyle tylko, że do Tajlandii wybieram się przez Chiny - i w planach jest lądowanie na Suvarnabhumi w poniedziałek (27.11). Niestety rozwój wypadków póki co nie zapowiada jakiejś znaczącej poprawy i obawiam się, że do tego dnia lotnisko dalej będzie zamknięte. A z drugiej strona nawet jeżeli władze tajskie z pomocą wojska czy policji usuną siłą demonstantów to sytuacja może stać się jeszcze bradziej napięta w całej Tajlandii... Ehh, a tyle czasu człowiek czekał na wymarzone wakacje, planował każdy dzień - a teraz wszystko bierze w łeb.
Ale może w takim razie spotkamy się w Malezji:)

Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

właśnie martwiłam się, czy wszystko dobrze, bo wiedziałam, że lecicie, a zaraz potem te informacje w faktach, to się aż za głowę złapałam, że Wy tak w oku cyklonu...
lecę czytać dalej, bom dziś dopiero wyczaiła adres bloga na naszej klasie Paweł :) agu