Nie sądziliśmy, że w tak krótkim czasie uda nam się odbyć podróż dookoła świata. Byliśmy już w Nepalu, Chinach, Malezji, Australii, Nowej Zelandii, Stambule, na Bałkanach, Kubie. Popijaliśmy słodkie drinki opalając się przy słoneczku gadu-gadu. Próbowaliśmy nawet szukać tanich lotów kompilując w google takie hasła, jak: "last minute buszujący w zbożu" czy "last minute muminki". Jak się okazało, google ani żadne biuro podróży, nie ma zbyt wiele do zaoferowania w tym temacie.
Jedyne co wiemy, to że przynajmniej 5 dni ma zająć tajskiemu rządowi ewakuacja koczujących na Savarnabhumi i Don Muang turystów. Zatem nie zapowiada się, abyśmy znaleźli się tam wnajbliższym czasie.
A i wiemy jeszcze jedno: porzucamy wszelkie planowanie. Właściwie to zastanawiamy się, dlaczego od samego początku nie kierowaliśmy się zasadą, że najlepszym planem jest brak jakichkolwiek planów. W poniedziałek odbieramy pieniądze za bilety do Bangkoku i kupujemy one way ticket w dowolne miejsce na świecie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz